Sfera Blogera: Fasola po meksykańsku

Tak przyrządzona fasola pojawia się na moim stole 3-4 razy do roku, czyli często, gdyż-ponieważ jest masakrycznie dobra.:)

Atrakcyjny smak to chyba najważniejsze i najczęściej stosowane kryterium przy komponowaniu menu, prawda?

Problem w tym, jeśli – jedyne

 

Problem, bo przecież spożywanie posiłków nie ogranicza się wyłącznie do kontaktu pożywienia z kubkami smakowymi. Odżywianie się to coś na kształt procesu technologicznego, w którym ludzki organizm pełni rolę nie tylko hali produkcyjnej, ale – co istotniejsze – jego – tego procesu – finalnego efektu.

Słaby jakościowo surowiec – kiepski produkt – nie ma inaczej.

Jeśli o fasolę akurat chodzi to ostatnimi czasy, a konkretnie od 2003 roku, mocno zyskała ona na znaczeniu. W nowej piramidzie żywieniowej rośliny strączkowe i orzechy to po produktach wysokiego przemiału oraz warzywach i owocach – najważniejsze składniki zalecanej diety. Oznacza to, że od 8 lat takiej dajmy na to fasoli na przykład, nie musimy, a nawet nie powinniśmy jeść wyłącznie jesienią i zimą, jak zalecano to kiedyś, ale przez cały, okrągły rok.

Wszystko dzięki ich wartościom odżywczym, których bogactwo sprawia, że rośliny strączkowe są w stanie zastąpić w diecie nawet mięso, mimo, iż ich białko, w odróżnieniu od zwierzęcego uznawane jest jednak za niepełnowartościowe. Mają za to szereg takich walorów, o których mięso może tylko pomarzyć.

Fasola po meksykańsku to danie o wiele lżej strawne od np. tak popularnej w Polsce fasolki po bretońsku. Przyczynia się do tego fakt, że nie dodaje się do niego mąki, ani kiełbasy (jak przyjrzałam się zdjęciom w grafice Google i poczytałam towarzyszące im przepisy, niektóre prezentowane tam fasolki po bretońsku mają tego „dodatku” więcej, niż samej fasoli), za to wspomagające trawienie, charakterystyczne dla kuchni meksykańskiej przyprawy – kmin rzymski (kuzyn kminku) i chili. To wszystko sprawia, że potrawę przygotowaną w sposób, w który ją dzisiaj serwuję, mogą spożywać nawet osoby ze sporymi problemami gastrycznymi (wielokrotnie wypróbowane i dowiedzione).

 

Przygotowaną tak – znaczy jak?

Ano albo przy użyciu warzywa z puszki, którą to formę – jeśli o fasolę akurat chodzi – polecam wszystkim wrażliwym na świeże ziarna, albo po bardzo starannej ich wstępnej obróbce. Polega ona na zalaniu ziaren wodą na noc, na przynajmniej 8 godzin, odlaniu wody, zalaniu ich świeżą wodą ponownie, zagotowaniu na dużym ogniu, przykryciu i gotowaniu na małym ogniu bez użycia soli, przez co wprawdzie stracą one szereg swoich cennych właściwości, no ale coś za coś.

A może znacie inne skuteczne metody radzenia sobie z tym super zdrowym, ale bywa, że nieco kłopotliwym warzywem?

 

Wracając do tematu.

Mój dzisiejszy obiad to też danie niskokaloryczne (zawiera niemal o połowę kalorii mniej, niż tradycyjnie przyrządzana fasolka) mimo, iż jego składnikiem jest sztandarowy postrach odchudzających się, tj. boczek.

Boczek używany rozsądnie z całą pewnością nie przeszkodzi w odchudzaniu, ani też nie zniweczy jego efektów.:)

Może za to zrobić coś innego, niezwykle pożytecznego, a mianowicie bardzo przyjemnie przysposobić do nowego stylu żywienia nieodchudzających się domowników szczególnie płci męskiej, co, wierzcie mi, czasem jest znacznie ważniejsze, niż spożyte jednorazowo dodatkowe 100 kcal.

Składniki:

  • 2 duże pokrojone w krążki cebule
  • 4 rozgniecione ząbki czosnku
  • 8 bardzo cienkich plastrów chudego boczku – 100 g
  • 2 łyżki oleju
  • 800 g pomidorów z puszki w kawałkach
  • 480 g fasoli czerwonej i/lub białej (jeśli jest z puszki, to przed użyciem dokładnie wypłukanej)
  • 2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 2 łyżki słodkiego sosu chili
  • sól
  • pieprz

Wykonanie:

  1. Na dużej patelni podsmaż boczek. Zdejmij go i odsącz na papierowym ręczniku, po czym ponownie wrzuć na patelnię. Dodaj olej, następnie cebulę i czosnek. Smaż 3-4 minuty aż cebula zmięknie i lekko się zarumieni.
  2. Dodaj resztę składników z wyjątkiem soli i pieprzu. Gotuj całość pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez 30-40 minut. W międzyczasie zamieszaj i w razie potrzeby podlej wodą, pamiętając jednakże, że danie ma być gęste. Dopraw i podawaj.

Z czym podawać:

 

Samej jej zjeść nie da rady – toteż kromka pełnoziarnistego pieczywa mile widziana 🙂

 

Autor: http://lekki-blog.blogspot.com

Post Author: szybka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *