Polska. Fatalne miejsce na budowę stadionów

Stadiony działają tak samo jak rośliny. Żeby wyrosły, należy poświęcić im mnóstwo czasu. Najpierw trzeba wybrać dla nich lokalizację, a następnie okazać im miłość, otoczyć troską i dobrą opieką. Liczy się także gleba, na której mają wyrosnąć. Polska ziemia stadionom wyjątkowo nie służy.

W krajowym ogrodzie całkiem przyzwoicie rosną niewielkie stadiony, z których na co dzień czerpią radość ligowcy. W Warszawie Legia od jakiegoś czasu korzysta z nowego, całkiem przyzwoitego obiektu, na przebudowanym stadionie w Poznaniu swoje mecze rozgrywa Lech, a w Krakowie niedawno Wisła świętowała mistrzostwo Polski na nowoczesnej arenie. Całkiem przyzwoite obiekty wyrosły także na ziemi kieleckiej oraz lubińskiej. Gorzej wygląda sprawa ze stadionowymi sekwojami, które za nic w świecie nie chcą rosnąć.

PZPN, któremu najbardziej powinno zależeć na prawidłowym przebiegu hodowli, nie jest dobrym ogrodnikiem. Niedawno okazało się, że uprawa stadionu w Gdańsku przebiega katastrofalnie. PGE Arena kiełkowała tak wolno, że działacze zmuszeni zostali przełożyć pierwsze plony na czas nieokreślony. Z tej sytuacji nie mogli być zadowoleni ani działacze, ani kibice, którzy nastawili się na mecz z Francją, ani „Trójkolorowi”, którzy nagle dowiedzieli się, że nadmorskie miasto muszą zamienić na leżącą w centralnej Polsce stolicę.

Dzisiaj doszły do nas kolejne smutne wieści z uprawy. Tym razem pąków nie chce wypuścić Stadion Narodowy w Warszawie. Smutne wiadomości z pola przyniósł Rafał Kapler, prezes Narodowego Centrum Sportu. – Wszystkie najbliższe imprezy na Stadionie Narodowym w Warszawie, w tym wrześniowy mecz Polska – Niemcy, są zagrożone z powodu opóźnienia w budowie – tako rzecze naczelny hodowca.

W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że wszystkie stadiony mają w pełni wykiełkować przed rozpoczęciem EURO 2012, a  zatem czasu jest jeszcze od groma. Szkoda tylko, że prognozy hodowlane są dalece chybione, albowiem służby nadzoru inwestorskiego NCS informują o bardzo poważnych uchybieniach, które mogą spowodować nawet 10-miesięczne opóźnienia!

Mówi się, że dobry ogrodnik nawet na byle jakiej glebie wyhoduje, co zechce. Zdarza jednak, że ani gleba, ani ogrodnik nie są z górnej półki. Wtedy hodowla idzie jak po grudzie, a plony są przeważnie mizerne.

Z każdym tygodniem odnoszę wrażenie, że Polska nie jest miejscem dobrym pod uprawę. A jeżeli gleba się nie nadaje, to trzeba znaleźć fachowców, którzy nawet tutaj będą w stanie wyhodować coś porządnego. Obecni ogrodnicy nie dostrzegają jednak swojej słabości i z pewnością nieprędko porzucą uprawę.

Krzysztof Domaradzki

Post Author: szybka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *