Najgorsza kontuzja w dziejach sportu

Sport to zdrowie, zwykło się mawiać. Nie da się jednak zaprzeczyć stwierdzeniu, że w sporcie obecne są również krew, pot i łzy, o czym dobitnie przekonał się pewien hokejowy bramkarz.

Clint Malarchuk jest jednym z największych pechowców w dziejach sportu, który w swoim nieszczęściu miał także mnóstwo szczęścia. 22 marca 1989 r. przyjechał do St Louis, żeby walczyć o zwycięstwo ze swoim Buffalo Sabres nad miejscowymi Blues. Wtedy jeszcze nie wiedział, że w tym meczu powalczy nie tylko o punkty, ale i o swoje życie.

Kiedy Steve Tuttle z Blues i Uwe Krupp z Sabres walczyli o krążek pod bramką strzeżoną przez Malarchuka, nikt nie spodziewał się, że za chwilę dojdzie do jednego z najbardziej dramatycznych momentów w historii zawodowego sportu.

Hokeiści walczyli, jak zwykle, bardzo zażarcie i w ferworze walki z impetem staranowali bramkę Sabres. Po chwili skoczyli sobie do gardeł, żeby wyjaśnić okoliczności, w jakich doszło do tego starcia, ale zanim na dobre wdali się w utarczkę słowną, uwaga wszystkich skupiła się na bramkarzu Sabres. Okazało się, że podczas zderzenia Tuttle niefortunnie uniósł nogę, podcinając łyżwą gardło Malarchuka. Bramkarz drużyny gości zrzucił maskę z twarzy i zaczął wykrwawiać się na oczach tysięcy kibiców i swojej matki.

Golkiper Sabres był pewien, że umrze. Chciał jedynie jak najszybciej opuścić lodowisko, ponieważ wiedział, że jego matka oglądała mecz w telewizji. Nie chciał umierać na jej oczach. Poprosił członków sztabu zespołu Sabres, aby przekazali jej, że ją kocha, a następnie zapragnął spotkać się z księdzem.

Malarchuk zawdzięcza życie Jimowi Pizzutellemu, byłemu medykowi wojskowemu, który w ekspresowym tempie ruszył do poszkodowanego i próbował zatamować krwawienie, oraz szczęściu. Okazało się bowiem, że gdyby ostrze przecięło jego gardło 3 milimetry wyżej, zmarłby w ciągu dwóch minut.

Choć kontuzja wyglądała okropnie i była bardzo niebezpieczna, to rekonwalescencja trwała niezwykle krótko. Malarchuk spędził tylko jedną noc w szpitalu, a 4 dni później wrócił do treningów.

Przypadek bramkarza Buffalo nie jest odosobniony. 10 lutego 2008 r. podobnego urazu nabawił się Richard Zednik, hokeista zespołu Florida Panthers, który kontuzji nabawił się, jak na złość, w meczu przeciwko Sabres. Zednik niefortunnie nadział się na łyżwę Olego Jokinena, kolegi z zespołu. Na szczęście, tak jak w przypadku Malarchuku, Słowaka udało się uratować.

Post Author: szybka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *