„Mała Garbo” Bodo Kirchhoff – recenzja

Przyjaźń pomiędzy dorosłym porywaczem i uprowadzonym dzieckiem, cena, jaką należy zapłacić za sławę, ciemne uroki popularności, prześladujący pech, od którego nie można się uwolnić – o tym pisze Kirchhoff.

Dziecięca gwiazda filmowa zwana pieszczotliwie „Małą” zostaje przez przypadek porwana przez pechowego przestępcę Jakoba Giacomo Hoederera. Uprowadzając auto wiozące Małą na plan filmowy, Giacomo nie miał pojęcia o dodatkowym towarzyszy podróży, jaki mu się trafił. Jakob Giacomo Hoederer porywaczem i mordercą stał się w zasadzie przez przypadek, na skutek zbiegu nieszczęśliwych wypadków. Gdy zorientował się, że Mała jest popularną i cenną dla stacji telewizyjnej osobą, przypadkowe porwanie przeistacza się w porwanie dla okupu.

Jak można się domyślić od początku porwania, między dziewczynką i porywaczem nawiązuje się specyficzna więź, rodzaj przyjaźni nawet. W środku zasypanego śniegiem lasu w zimnym aucie Mała i porywacz rozmawiają o teoriach marksistowskich, o polityce, kulturze, popularności, słuchają razem Jerry’ego Lewisa i Marii Callas. Giacomo uczy Małą ułamków na sprawdzian, ona tłumaczy mu, że nie może zginąć, bo zostawi swojego kota samego.

Giacomo bowiem planuje zakończyć swój żywot. Jest człowiekiem wypranym z jakiejkolwiek chęci życia, żona od niego odeszła, nie ma przyjaciół, nie ma celów i marzeń, nie chce już dłużej w żyć w taki sposób, a brak mu sił, aby coś zmienić. W dodatku prześladuje go chroniczny pech, w wyniku którego niechcący zastrzelił 2 osoby, a na koniec porwał dziewczynkę.

Kirchhoff dość ostro ukazuje przedmiotowe traktowanie gwiazd w świecie show-biznesu. Całe filmowe otoczenie Małej nie martwi się o nią, o jej zdrowie i życie, a jedynie o nakręcenie gorącego materiału dokumentującego moment przejęcia dziewczynki z rąk porywacza. Producentce najnowszego filmu Małej to porwanie zdaje się być nawet na rękę.

Z pewnością nie jest to łatwa, wakacyjna lektura, przy której przyjemnie i szybko płynie czas. Czas, jaki Mała spędza z Giacomo w samochodzie jest dość nużący dla czytelnika. Ma się wrażenie, że te kilka godzin, jakie spędzili w ciemnym lesie rozciąga się do nieskończoności w czasoprzestrzeni. Pewne sceny są też aż nazbyt oczywiste i przerysowane jak choćby płacz porywacza i Małej w scenie końcowej czy choćby reakcja Małej na porwanie, a w zasadzie brak reakcji – dziewczynka podeszła do tego w sposób jak najbardziej naturalny.

Do lektury należy podchodzić ostrożnie, powolutku, wczytując się w każdą scenę, delektując się akapitami –  tylko wtedy można wydobyć z tej książki to, co najbardziej cenne.

Post Author: szybka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *